Moimi oczami: Jak złamał mnie niepokój związany z zamknięciem się z noworodkiem

Wyszłam ze szpitala 17 marca 2020 roku, dzień wcześniej urodziłam moją piękną córkę.

Fotokolaż dla Through My Eyes

Mój mąż i ja wyszliśmy za róg i napotkaliśmy kobietę palącą papierosa. „Ooh, uroczy, czy mogę spojrzeć?” - powiedziała, spoglądając na moje dziecko. „Nie, dzięki” - odpowiedzieliśmy i szliśmy dalej.

Odrzuciłem jej prośbę, ponieważ była obca i trzymała w ręku papierosa, a nie dlatego, że bałem się COVID-19. Prawda jest taka, że ​​tak naprawdę nie było to wtedy na moim radarze.

Ale jestem jedną ze szczęśliwych mam. Moja córka urodziła się po prawej stronie chaosu, kiedy realia wirusa jeszcze nie wywróciły naszego życia.

Urodziła się w poniedziałek, a do tego piątku premier ogłosił, że szkoły zostaną zamknięte przed pierwszym ogólnokrajowym zamknięciem w Wielkiej Brytanii.

Trzymając w ramionach moje 4-dniowe dziecko, dowiedziałem się, że będę uczył w domu mojego 5-letniego syna przez jakiś nieokreślony czas.

Życie jako nieopłacany nauczyciel

Jak uczyć 5-latkę, jak układać listy i pisać zdania, gdy trzymasz w ramionach noworodka? Jak zebrać wystarczająco dużo energii psychicznej, aby przekonać swojego cudownego, ale bardzo skocznego syna, aby usiadł i wykonał pracę, kiedy w ciągu ostatnich 8 dni spałeś tylko 4 godzin?

Podczas porodu nie wyobrażałam sobie, że będę zadawać sobie te pytania zaledwie 4 dni później. Martwiłem się, jak zwiążę się z córką i fizycznie wyzdrowieję po pięknej, ale wyczerpującej pracy, jaką jest przyniesienie życia na ten świat.

Wiązanie? Siedzenie i przytulanie noworodka? Spać, gdy dziecko śpi? (Ten i tak zawsze mnie irytował.) Śmiech! Znalazłem się w jednej z najbardziej niemożliwych sytuacji w jednym z najbardziej bezbronnych chwil w życiu kobiety.

Ta pandemia wymagała od nas wszystkich zbyt wiele, ale ciężar, jaki nałożyła na kobiety - w szczególności na matki - jest niezgłębiony. I to mnie złamało.

Rozpaczliwe czasy

Istnieje centrum kierowane przez New York Times o nazwie „Primal Scream”. Mają gorącą linię dla matek uczących swoje dzieci w domu, gdzie mogą po prostu dać upust. Posłuchaj desperacji w ich głosach. Ich głosy są moje.

Kocham moje dzieci bardziej niż cokolwiek na świecie, ale nauczanie w domu 5-latka przy jednoczesnej opiece nad noworodkiem jest formą tortur. Nie mówię tego żartem ani przesadą. To był codzienny atak na mój układ nerwowy.

Na początku, kiedy moje ciało układało się na nowo po porodzie i chociaż moim jedynym palącym zmartwieniem powinno być to, czy moja córka dobrze się odżywia i rozwija się, potrzebowałam również być nauczycielką, rówieśnikiem, lunatorką, towarzyszką zabaw… wszystko dla mojego syna, który nie mógł nawet wyjść na plac zabaw.

To było nieubłagane.

Są rzeczy, których mogę go nauczyć z zaczerwienionymi oczami, na przykład pisma ręcznego i matematyki, ale nie mogę być dzieckiem w jego wieku i pomóc mu nauczyć się umiejętności społecznych, które są tak ważne w wieku 5 lat.

Co więcej, nie siedział spokojnie. (Czy jakieś 5-latki?) Ciągłe skakanie, bieganie i podskakiwanie mnie denerwuje, a mój opiekuńczy instynkt macierzyński przeszedł w nadbieg, aby zapewnić córce bezpieczeństwo.

Wkracza niepokój

Pamiętam, że w pierwszym roku życia syna odczuwałem niepokój.

Później dowiedziałem się, że jest to częste, ponieważ mózg szaleje z instynktem, aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Zdarzyło się to ponownie po narodzinach mojej córki, ale wraz z ogarniętą mną pandemią troska o bezpieczeństwo moich dzieci opadła na moją klatkę piersiową jak hipopotam.

Powiedziałbym swojemu mężowi, że odczuwam niepokój i natrętne obrazy, ale zdałem sobie sprawę, że nie wyjaśniam mu tego odpowiednio. Pewnego dnia to zrobiłem i szczęka mu opadła. Pozwólcie, że zilustruję, co mam na myśli.

To, co przekazałam mojemu mężowi: „Martwię się o bezpieczeństwo naszego syna, gdy idę sam z nim i naszą córką”.

Wydarzenie, które wydarzyło się w prawdziwym życiu: kiedy spacerowałem po okolicy z dziećmi, mój syn wyprzedzał mnie. Aby upewnić się, że jest bezpieczny, zawołałem go, żeby się zatrzymał, podczas gdy ja dogonię moją córkę w wózku, co zrobiliśmy.

Co się stało w mojej głowie: kiedy mój syn biegł do przodu, a ja martwiłem się o jego bezpieczeństwo, ciężarówka nadjechała nie wiadomo skąd i uderzyła w niego z prędkością 60 mil na godzinę.

Mój mózg odegrał ten obraz przed moimi oczami, jakby to się naprawdę działo. A potem siedział ze mną przez wiele godzin lub dni. Moje ciało nie znało różnicy między codziennością a rzeczywistością - kortyzol, zmartwienie, trauma były dla mnie prawdziwe.

Wycieczka do szpitala

Te nieproszone pokazy slajdów z horrorem pojawiały się w mojej głowie codziennie. To było podstępne, ponieważ pojawiały się znikąd, kiedy myślałem o potencjalnych niebezpieczeństwach.

Każda nowa mama ma to, co nazywam „strachem” - to podwyższone poczucie obowiązku, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim delikatnym maluchom. Ale mój był w amoku.

Wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy w poniedziałkowy wieczór uderzył mnie w bok atak paniki. Siedziałam na podłodze, bawiąc się z dziećmi, podczas gdy mój mąż kończył pracę i nagle poczułam ostre bóle w klatce piersiowej.

Powinienem zauważyć, że byłem w stanie spokoju. O nic nie spanikowałem. W rzeczywistości spędzałem cudownie czas z moimi dziećmi, myśląc o tym, jaka jestem szczęśliwa, ze wszystkich rzeczy.

Bóle w klatce piersiowej stały się tak intensywne, że spokojnie powiedziałam synowi, żeby zabrał mojego męża, i poszłam do sypialni, żeby się położyć, z bijącym sercem. Byłem pewien, że miałem zawał serca.

Kiedy czekaliśmy na przybycie sanitariuszy, mój mąż postawił mojego syna przed telewizorem i śpiewał mi piosenki z naszą córką na rękach, aby mnie uspokoić. Moje ciało trzęsło się w niekontrolowany sposób.

Kiedy przybyli sanitariusze i kazali mi zrobić badanie ciśnienia krwi w pozycji stojącej, zemdlałem. „Właśnie zasłużyłeś na wycieczkę do szpitala”, powiedzieli, kiedy wyzdrowiałem.

Ponieważ zemdlałem, nie pozwolono mi wyjść z domu, więc przypięli mnie do krzesła i zanieśli do karetki na jezdni.

Nigdy nie zapomnę obrazu mojego męża, stojącego bezradnie w naszych drzwiach z naszą córką, machającego do mnie i wołającego, że wszystko będzie dobrze. Tymczasem panikowałam, że moje dzieci dorosną bez matki.

Poza kontrolą

Po przejściu wielu testów i wykluczeniu przez moich lekarzy wszystkich możliwych poważnych zdarzeń zdrowotnych, obraz stał się jasny, że miałem atak paniki. W nadchodzących tygodniach zacząłem odczuwać niepokój.

Zapalał się w przypadkowych momentach: podczas spaceru, podczas jedzenia śniadania, podczas składania prania. Nigdy nie wiedziałem, że lęk może być taki. Moje wcześniejsze doświadczenia z nim były zawsze przewidywalne, oparte na czymś konkretnym, jak egzamin lub duże wydarzenie.

Teraz bałem się nawet wychodzić z domu sam, ponieważ tak bardzo martwiłem się, że pojawi się niepokój i zacznę czuć, że znowu nie mogę oddychać.

Budziłem się w środku nocy przekonany, że słyszałem, jak ktoś próbuje włamać się do naszego domu, żeby ukraść nasze dzieci. Obawiałem się tak bardzo, że kazałem mężowi zainstalować alarm w naszym domu, żeby mnie uspokoić.

Poczucie braku kontroli nad własnym ciałem było najbardziej przerażającym aspektem tego wszystkiego.

Toksyczna pozytywność

Od tamtego czasu przeszedłem długą drogę i mogę teraz śmiało powiedzieć, że to już za mną, dzięki akupunkturze, bieganiu, a także po prostu ogólnie przyznając się, że czuję się niespokojny.

Powodem, dla którego wpadła we mnie, jest to, że zaprzeczałem. Wmawiałem sobie, że wszystko w porządku i że mam szczęście. Przypuszczam, że to właśnie oznacza toksyczna pozytywność.

Jest tak wielu ludzi, którym jest znacznie trudniej niż ja. Mam piękną córeczkę, pięknego syna, cudowny dom i kochającego męża. Dlaczego mam narzekać?

Ale niepokój nie dba o twoje okoliczności. Może cię uderzyć w dowolnym momencie, nawet w jednym z najszczęśliwszych chwil w twoim życiu, i musisz to przyznać i uzyskać pomoc. W przeciwnym razie pożre cię żywcem.

Jeden rok w dół

Właśnie obchodziliśmy pierwsze urodziny mojej córki. Przez dziewięć z 12 miesięcy jej życia uczyłem się w domu jej starszego brata.

Wiele z jej doświadczeń związanych ze mną to wołanie do mojego syna: „Uważaj! Nie skacz w pobliżu dziecka! Daj jej trochę miejsca! Czas coś napisać! Nie, nie wyrzucaj tutaj wszystkich swoich klocków Legos! ”

Pomijając niepokój, naprawdę miałam szczęście, że zostałam zamknięta w tak cudownej kuli radości.

Wszyscy szukaliśmy srebrnych podszewek tego strasznego roku, a dla mnie jest to: moje dzieci są w sobie całkowicie zakochane. Jest między nimi pięcioletnia różnica wieku, ale ich więź jest inna niż wszystkie, jakie kiedykolwiek widziałem. Mój syn absolutnie kocha moją córkę, a ona zaczyna z dumą mówić do niego „brat”.

Gdyby życie wróciło do normy, nie sądzę, by były tak blisko, jak teraz.

Jestem szczęśliwy, szczęśliwy i uprzywilejowany. Ale w ciągu ostatniego roku byłem też całkowicie i całkowicie złamany. Obie te rzeczy mogą być prawdziwe w tym samym czasie i teraz to wiem.